Pani Własnego Życia

Poronienie przyczynæ smutku

Ciąża przy spirali i poronienie – ciąg dalszy historii

Jak wiecie z poprzedniego artykułu Spirala i ciąża – skuteczność 99,2% i moje szczęście, stanowię reprezentację tych 8 promili kobiet, które zawiodła spirala jako środek antykoncepcji. O ciąży dowiedziałam się standardowo w 6 tygodniu i byłam tym faktem naprawdę bardzo zaskoczona. Jednak ciąża wyglądała średnio i moja pani ginekolog kazała mi się nie nastawiać na nią zbyt optymistycznie. Szansa na prawidłową ciążę była raczej marna, groziło mi łyżeczkowanie albo samoistne poronienie.

Dalsze losy ciąży miały się rozstrzygnąć w środę, czyli jutro na kolejnej kontroli lekarskiej.

Samopoczucie

Ponieważ nigdy w ciąży nie miałam żadnych dolegliwości typu wymioty czy nudności i tym razem czułam się bardzo dobrze.

Jednak weekend przyniósł zmiany. Ponieważ rodzina przyjechała do nas w odwiedziny, trójka dzieci robiła zamieszanie, w dodatku był straszny upał jakoś nie miałam czasu skupić się na swoim samopoczuciu.

W sobotę na wieczór pojawiło się lekkie plamienie i zaczęłam czuć lepkie napięcie w dole brzucha – typowy ból brzucha przed okresem. Ponieważ było już późno postanowiłam rano wybrać się do szpitala to zbadać.

Jak na złość nie przespaliśmy prawie całej nocy, bo naszą młodszą pociechę złapało przeziębienie i okropny katar, rano rodzina także zaczęła szykować się do odjazdu i tak zleciał nam czas do południa. Po pożegnanie się z rodziną padliśmy wszyscy znowu do łóżka się przespać. Normalnie czułam się wykończona.

Po obudzeniu stwierdziłam, że brzuch zaczyna boleć mnie coraz mocniej, plamienie też się nasiliło i że czas jechać do szpitala.

Siedząc w aucie poczułam, że nasilił się ból w okolicy krzyża. Mąż wypuścił mnie pod szpitalem, a sam pojechał zaparkować. A ja zanim doszłam do drzwi szpitala poczułam, że jest już po wszystkim…

Poronienie i wizyta w szpitalu

Niedzielne popołudnie, więc na szczęście ruch na Notfallaufnahme czyli niemieckiej izbie przyjęć dla nagłych przypadków był niewielki. Pielęgniarka zaprosiła mnie do gabinetu i standardowo wysłała mnie do toalety po próbki moczu.

A w toalecie dramat – wszystko ze mnie wyleciało. Roztrzęsiona wróciłam do gabinetu. Pielęgniarka założyła mi jeszcze wenflon i wysłała piętro wyżej pod oddział ginekologiczny czekać na lekarza.

Po 15 minutach zjawił się ściągnięty z domu lekarz dyżurujący. Szybka ankieta i badanie USG potwierdziły moje przypuszczenia – ciąży już nie było widać. Spirala została. Trafiłam na fajnego lekarza, który złagodził moje zdenerwowanie. I mimo, że musiałam się dokładnie wsłuchiwać co mówi, bo zaciągał trochę dialektem saksońskim to był naprawdę konkretny i dał jasne wskazówki co dalej i czego się spodziewać. Dostałam od niego jeszcze na trzy dni antybiotyk, aby nie wdało się zapalenie, lek powodujący obkurczania się macicy i tabletki przeciwbólowe.

Wskazówki lekarza:

  • zakaz kąpieli w wannie
  • zakaz pływania w basenie
  • nie współżyć przez dwa tygodnie
  • przez pierwsze dni wypoczywać i się oszczędzać – nic ciężkiego nie nosić
  • wskazane leki dwa razy dziennie
  • i w razie gorączki czy dreszczy zgłosić się natychmiast do szpitala
  • tak samo w przypadku zbyt intensywnego krwawienia.

Zaraz po wizycie mogłam iść do domu.

Poronienie

Może niektóre z Was obrzucą mnie tu błotem, ale mam naprawdę mieszane uczucia po tym poronieniu.

Z jednej strony przykro mi, że było nowe życie i musiało odejść. Przykro mi, bo mój Mąż naprawdę się cieszył, bo od zawsze marzy o synu i ogólnie chce dużą rodzinę.

Z drugiej strony ulżyło mi, bo bałam się, że ta spirala może spowodować uszkodzenia płodu lub jakieś wady u dziecka, albo po prostu uniemożliwi dziecku optymalne odżywianie i dziecko urodzi się dużo gorzej rozwinięte i słabsze niż przy zwykłej ciąży. Nie chciałabym całe życie potem patrzeć i widzieć jak moje dziecko cierpi lub ma trudniej w życiu tylko dlatego, że miało gorzej już na starcie, w brzuchu matki.

Cieszę się, że to nie ja musiałam zdecydować czy kończymy ciążę, czy żyjemy nadzieją, że wszystko będzie dobrze. Bałam się tej ciąży. I czuję ulgę, że wszystko się samo rozwiązało w sposób naturalny.

Jest mi przykro, a zarazem czuję ulgę…

Po poronieniu

Po powrocie do domu nadal bolał mnie brzuch. Ból taki jak w najgorszym dniu okresu. Dla mnie do zniesienia. Obawiałam się, że krwawienie będzie mocne, ale czasami gorzej było podczas okresu.

Na drugi dzień z rana czułam się już bardzo dobrze, nic nie bolało, niestety po południu poszłam ogarnąć trochę ogród, potem wykąpałam młodszą córkę i spod prysznica zaniosłam ją do sypialni. Chyba się trochę przedźwigałam – znów rozbolał mnie brzuch i wzmocniło się krwawienie. Wzięłam szybki prysznic i zawinęłam się do łóżka, żeby już nie nadwyrężać się więcej.

Kontrola

Zaplanowana na środę kontrola ciąży zmieniła się w kontrolę po poronieniu. Pod znakiem zapytania stała moja spirala i czy ją wyciągać.

Lekarz podał mi dwa możliwe scenariusze – wszystko prawidłowo się goi i macica jest ładnie oczyszczona to zostawiamy spiralę tak jak jest.

Jednak gdy krwawienie nie ustaje lub w macicy będą pozostałości ciąży, to bierzemy pod uwagę drugi scenariusz. Czyli trzeba będzie łyżeczkować.

Szczęśliwie dla mnie zrealizował się scenariusz pierwszy. Obyło się bez zbędnych zabiegów, spirala też może zostać. Jeszcze dla pewności kolejna wizyta kontrolna za miesiąc i będzie można powiedzieć, że po sprawie…

Bardzo dziwne uczucie. Ekspresowa ciąża. Jeszcze się człowiek nie oswoił z myślą o dziecku, a już było po wszystkim 😔.

Edit: na kolejnej kontroli miesiąc później moja ginekolog nie umiała jednak znaleźć spirali, ja pewna tego, że lekarz na Notfallaufnahme ją widział upierałam się, że musi tam być. Dla pewności zostałam wysłana na RTG jamy brzusznej – faktycznie spirala zniknęła… pewnie razem z ciążą…


Wiem, że dla wielu z Was temat jest bardzo trudny, a ja opisałam to trochę bez emocji. Jednak nie mam zamiaru tutaj nikogo dodatkowo straszyć, a jedynie pokazać jak wygląda ta droga. Sama czułam się momentami zagubiona i nie wiedziałam co robić i co dalej.

Pamiętajcie poronienia się zdarzają, więc głowa do góry, jeszcze będzie dobrze! Tego Wam serdecznie życzę! ❤️❤️❤️


Uwaga! Artykuł przeniesiony z mojego pierwszego, nieistniejącego już bloga. Czas publikacji: sierpień 2020 roku. Przeniosłam go tutaj ponieważ uznałam temat za ważny, tym bardziej, że cała ta historia cieszyła się dużą popularnością. My kobiety musimy się wspierać i rozmawiać o takich rzeczach – takie przejścia też niestety należą do naszego życia. Opisałam swoją historię pod impulsem – byłam na gorąco pod wpływem tych wszystkich emocji. Może jedna z Was mając podobne problemy znajdzie tutaj choć trochę ukojenia i myśl, że nie jest sama na tym świecie z podobnymi przeżyciami.

W każdym razie życzę Wam zdrowia i samych szczęśliwych zakończeń.

2 thoughts on “Ciąża przy spirali i poronienie – ciąg dalszy historii”

  1. Dziekuje za ten szczegolowy i konkretny opis historii. Ja wlasnie jestem na poczatku, trzymam w reku pozytywny test… tez bym wolala zeby skonczylo sie tak niz ciaza z powiklaniami.

Zostaw komentarz:

%d bloggers like this: