Pani Własnego Życia

Wyjazd do Niemiec – ZA i PRZECIW

Pewnie niejeden z Was kiedyś się zastanawiał czy spróbować poszukać szczęścia za granicą. Jeśli do tej pory nie wyjeżdżałeś za granicę, to swoją wiedzę na temat danego kraju zapewne w większości czerpiesz z opowieści znajomych, którzy tam już byli oraz panujących stereotypów. Choć na bardzo ogólny obraz danego państwa jest to wystarczające, to jednak w momencie planowania tam wyjazdu nie będziesz dobrze przygotowany tylko dzięki takim informacjom.

Chciałabym pomóc Ci znaleźć odpowiedź na pytanie “czy warto wyjechać i zamieszkać za granicą?” i mam nadzieję, że te krótkie zestawienie Ci w tym pomoże 😊. Mam u na myśli głównie Niemcy jako cel wyjazdu, bo ten temat znam od podszewki i chętnie się z Wami podzielę swoimi przemyśleniami i doświadczeniami. Tak więc zapraszam do lektury!

A teraz wracając do tematu – czy warto? – najprościej zrobić sobie swoją listę ZA i PRZECIW, jednak wiadomo, niektóre argumenty będą miały większą wagę niż inne, i może to i tak przeważyć  szalę zwycięstwa na stronę z mniejszą liczbą argumentów 😉

Argumenty ZA wyjazdem do Niemiec

  1. wyższe zarobki – za tą samą pracę dostaniemy w Polsce ok. 4 razy mniej. Oczywiście nie mówię tu o wysoko wykształconych specjalistach, bo ich zarobków nie da się łatwo porównać. Jednak zarobki pracownika w sklepie czy na magazynimożna porównać z łatwością.
  2. wysoki standard życia – jak sobie pościelisz tak się wyśpisz, ale jakoś łatwiej pościelić sobie jak ma się wystarczającą ilość pieniędzy i łatwy dostęp do towarów, usług i infrastruktury. Proste porównanie – ile w Polsce jest parków rozrywki, ogrodów zoologicznych lub aquaparków? A w promieniu 100 km od Ciebie? Aaaa czekaj, 100 km to już całkiem dużo? Autostradami to rzut beretem…
  3. łatwo znaleźć pracę – wiem, że może praca na jakimś magazynie nie jest raczej twoim marzeniem, ale jak się nie ma co się lubi, a kasy brak to i to jest dobre. Wyjechałam do Niemiec w zupełnie nieznane mi miejsce i praktycznie z niczym. Umiałam tylko trochę dukać po niemiecku – za trzy dni udało mi się już znaleźć pracę na pełny etat, z ubezpieczeniem i prawem do urlopu. Czyli da się 😉
  4. drogi i kultura jazdy – z reguły szybko, zdecydowanie bezpieczniej i bezstresowo. I jak wyżej – większe odległości nie są tu tak straszne jak w Polsce; jakość dróg oszczędza też podwozia naszych aut (tak wiem, nie wszędzie jest tak pięknie, i niektóre wschodnioniemieckie miasteczka przypominają polskie biorąc pod uwagę jakość dróg – ale to się dość szybko zmienia).
  5. ścieżki rowerowe – i nie boisz się o bezpieczeństwo własne i swoich dzieci. Wycieczka rowerowa jest tutaj naprawdę relaksująca, tuziny rowerzystów w sezonie wiosenno-letnim nie giną corocznie z powodu zderzenia z autem, a także piesze wycieczki tymi ścieżkami poza miasto są zdecydowanie bezpieczniejsze niż w Polsce (najechanie na pierwszego było drugim najczęściej występującym rodzajem wypadku w Polsce w 2018 r.!*)
  6. niektóre produkty są tańsze niż w Polsce! Mój ulubiony przykład – NUTELLA 😀 czasami słoiki 1000 g (całe kilo przyjemności!) kosztuje niecałe 4 Euro! Nie wspominając o alkoholach typu whisky, rum czy wino…
  7. dobrze rozwinięta infrastruktura sportowa – praktycznie w każdej małej mieścince są boiska i stadiony sportowe, jest mnóstwo klubów sportowych, do których mogą uczęszczać już przedszkolaki jak i seniorzy. Profesjonalnie lub amatorsko i dla relaksu. Także kryte pływalnie są zawsze w zasięgu 15-20 km. I baseny pod otwartym niebem również 😀
  8. przedszkola i żłobki – nie wiem jak teraz jest, ale jeszcze niedawno jak prowadzałam swoją córkę do żłobka i przedszkola w Polsce to odebrana miała być najpóźniej do 15, ale w sumie większość dzieci była odbierana już do 14.30 . Trochę ciężko pogodzić pracę np. do 16 jak się nie ma kogoś, kto może odebrać dziecko do 15… W Niemczech można wybrać godziny w jakich dziecko pozostaje w przedszkolu. Rodzice często odbierają dzieci nawet o 17. Wiadomo, że generuje to większe opłaty, ale opiekunka na ten czas wyszłaby zapewnie drożej. Ogólnie spotkałam się z tym, że są trzy pory odbioru dzieci – do 12, do 15 i do 17. Czasami rodzice odbierają dzieci na obiad w domu i znów prowadzą do przedszkola!
  9. dobra służba medyczna, choć pewnie niejeden Niemiec będzie na nią narzekał, ale oni po prostu nie mają pojęcia jak wygląda służba zdrowia w wykonaniu polskiego NFZ ;P
  10. lekarstwa dla dzieci do 12 r. ż. za darmo lub za niewielką opłatą – ile razy bałeś-/aś się pójść z dzieckiem do lekarza z powodu braku kasy na wykupienie wszystkich niezbędnych lekarstw wypisanych na recepcie przez lekarza? Też znam to uczucie…
  11. bardzo dużo atrakcji turystycznych i rozrywkowych – wiem, wiem, cudze chwalicie, swego nie znacie – ale czemu, żeby zobaczyć coś ciekawego, fajnego, lub po prostu dla dobrej zabawy w Polsce nieraz trzeba jechać kilka godzin lub pare setek kilometrów? Mają szczęście ci, co urodzili się w regionach atrakcyjnych turystycznie i mają pod nosem coś ciekawego. Ale ja mam problem, aby pokazać w mojej rodzinnej okolicy coś więcej, a już szczególnie wartościowego i żeby zajęło to więcej niż cały weekend (gdzie i tak znów bardzo dużo czasu spędzi się w samochodzie). Niemcy zachwyciły mnie swoją bogatą ofertą miejsc wartych zobaczenia i to nawet po roku, dwóch odkrywaliśmy nieraz piękne perełki niespełna 30 km od naszego domu…
  12. łatwiej oszczędzać, gdy w portfelu zostaje z wypłaty na kolejny miesiąc – tu chyba nie muszę rozwijać myśli? ;P… (…no chyba, że nie potrafisz nic utrzymać w portfelu i wszystko, ile byś nie miał, rozwalasz na momencie…)
  13. …a co za tym idzie to brak stresu czy starczy kasy do końca miesiąca
  14. lepsze szanse dla samotnej matki (lub oczywiście ojca) – i proszę, niech się tutaj nikt nie obraża – nie jestem za namawianiem samotnych matek/ojców do wyjeżdżania z dziećmi w ciemno do Niemiec – ale sama byłam w takiej sytuacji przez pierwszy rok pobytu tutaj i naprawdę nie wiem, czy gdybym została w Polsce sama z dzieckiem, to bym sobie w ogóle poradziła – z wypłaty jednej osoby zapłacić za wynajem mieszkania (pod warunkiem, że by mi się udało w takiej sytuacji coś w ogóle wynająć), opłacić mieszkanie, rachunki i jeszcze wyżyć za te pieniądze… A co gdyby się dziecko pochorowało?… Pomoc państwa na tamten czas była marna (ostatnio sytuację trochę ratuje 500+, ale za to jak poszły w górę w ostatnim czasie ceny w sklepach?!), a tutaj spokojnie mogłam liczyć na 1300 Euro minimum socjalnego dla dwóch osób (oczywiście z moimi przychodami w postaci pracy i Kindergeld, resztę wspomagało państwo) i zwolnienie z opłat za przedszkolem które małe niestety nie są. Żyjąc oszczędnie jeszcze udało się umeblować pokój w trzy miesiące.
  15. Kindergeld – nie wiem ile trzeba rocznie zarabiać, aby nie dostać tego świadczenia, ale naprawdę bardzo dużo. Przyznawane jest na każde dziecko. A nawet na kolejne parę euraczy więcej, ale nie to jest tu istotne.  Ponad 200 Euro na dzieciaka to naprawdę sporo – raczej nie da rady tego przejeść ;-P a ze swojej kieszeni dorzuć na porządną edukację i niech liźnie trochę kultury. No i buty na zimę dzieciakowi porządne kup 😉
  16. masz szansę zacząć wszystko od nowa. To był dla mnie jeden z najważniejszych argumentów w momencie wyjazdu – byłam zestresowana dotychczasowym życiem, tak zdołowana po poprzednim związku i tak dojechana przez eks’a, że tylko marzyłam, aby skończyć całą historię związaną z moim miastem rodzinnym raz na zawsze. Udało się i niesamowicie cieszę się, że mogłam wystartować od nowa, na czystej karcie, bez plotek, bez etykietek i z lekkością wyjść na miasto zamiast w strachu, że spotkam kogoś, kto zepsuje mi nerwy na następne parę dni.

Argumenty PRZECIW wyjazdowi do Niemiec

  1. pierwsze miesiące są trudne, a nawet bardzo. Przygotuj się, że twoja pierwsza praca może bardzo odbiegać od pracy marzeń, ale najważniejsze, będziesz miał już punkt zahaczenia. Mieszkanie też może przypominać bardziej jakiś przytułek, ale im szybciej odłożysz i ogarniesz porządną robotę tym szybciej będziesz mógł się rozejrzeć za czymś porządniejszym. Pierwszy rok spędziłam w mieszkaniu bardzo tanim, choć wyremontowany. Niestety mimo remontu łazienka “płakała” ze ścian dobre 4 miesiące, gdy temperatura na dworze spadała poniżej 10 st. C, wilgotność w pokojach nie spadała poniżej 70%, a rzeczy starałam się trzymać w szczelnych foliowych worach, aby uchronić je przed wilgocią i grzybem – raczej z marnym skutkiem 🙁
  2. warto mieć kapitał na początek. Jeśli na początku nie wylądujesz u rodziny, która Ci pomoże, to dobrze jest mieć zapas pieniędzy na życie na najbliższy miesiąc – tak aby starczyło np. na opłacenie pokoju w jakimś hostelu/domu dla robotników i wyżywienie. Ta kwota może być różna w zależności od rejonu Niemiec, ale załóżmy, że te 1500-2000 euro powinny stanowić minimalne zabezpieczanie finansowe w droższych landach czy miastach Niemiec na miesiąc, a przy bardzo ekonomicznym gospodarowaniu nawet na dwa. Jednak nie każdy jest w stanie odłożyć tyle pieniędzy, aby mieć na czarną godzinę – pozostawiona rodzina w Polsce też musi za coś żyć, nie?
  3. strach i nieśmiałość. Wiem, znam to, czasami też nie lubię nowych sytuacji, nowych ludzi, no… wszystkiego nowego. Ale jakoś to będzie, i tak pewne rzeczy Cię nie ominą – czy w Polsce czy w Niemczech też pewnie co jakiś czas będziesz musiał zmienić pracę – dobra tutaj stres będzie większy z powodu bariery językowej, ale za parę dni będzie lepiej, za parę miesięcy jeszcze lepiej a za rok czy dwa już w ogóle – przyzwyczaisz się i pewnie będziesz się stresował możliwością podjęcia nowej pracy w Polsce bardziej niż kontynuowaniem pracy w znanym sobie miejscu w Niemczech. Tak samo będzie ze wszystkim – praca spowszednieje, sklep spowszednieje jak i urząd. Pamiętaj nie Ty jeden będziesz tu obcokrajowcem i nie Ty jeden będziesz miał problemy ze zrozumienie i dogadaniem się – a wręcz z każdym miesiącem będzie przychodzić Ci to łatwiej (oczywiście jak się trochę przyłożysz).
  4. czasami ciężko znaleźć mieszkanie, zwłaszcza w zachodnich landach, gdzie każda ciekawa oferta (a i mniej ciekawa a tania) jest rozchwytywana w mgnieniu oka. Dodatkowo często organizowane są castingi na przyszłych lokatorów – jeśli nie jesteś w stanie pięknie się dogadać z właścicielem, masz większą rodzinę lub psa – często jesteś skreślony już na starcie. A w spółdzielniach często na już nie znajdziesz – trzeba czekać… Sytuacja we wschodnich landach jest zdecydowanie lepsza, choć w wielkich ośrodkach miejskich napotkacie takie same problemy. Poza tym zanim zaczniesz szukać oferty znajdź pracę na porządną umowę i naszykuj kasę na kaucję – najczęściej trzeba zapłacić 2-3 krotność wysokości samej Kaltmiete i pierwszy miesiąc z góry.
  5. wysokie ceny usług – nie od dziś wiadomo, że Niemcy mieszkający przy granicy z Polską chętnie odwiedzają naszych fryzjerów czy dentystów – można na tym wiele zaoszczędzić. Wszelkie usługi związane z branżą beauty ale również i budowlano-remontowe, hydrauliczne, elektryczne potrafią nieźle splądrować portfel.
  6. muzułmanie, Afrykanie i inni – jednym słowem duuuuużo śniado- i czarnoskórych głównie na Zachodzie kraju i w dużych miastach – jeśli oni Ci przeszkadzają – to albo się godzisz z ich istnieniem i jakoś koegzystujesz z nimi w pracy, na osiedlu, w sklepie albo zostań w Polsce. Nie da się ich uniknąć…
  7. drogie przedszkola – to jest tak: czy dziecko uczęszczało tylko tydzień czy cały miesiąc, rodzic i tak płaci stałą stawkę co miesiąc. Poza tym dziecku trzeba naszykować do przedszkola śniadanie, nie wszystkie dzieci jedzą też obiad w przedszkolu. Teraz na szczęście wprowadzają jakieś dopłaty do przedszkoli, bo wielu ludzi nie było stać na zapłacenie za opiekę na tyle godzin ile są poza domem w pracy, ale nie są mi jeszcze dokładniej znane szczegóły. Gdy moja starsza córka była trzy lata temu ostatni rok w przedszkolu płaciliśmy ok. 360 euro miesięcznie (umowa obejmowała godziny od 7 do 17 plus obiady, czyli maksimum, ale serce się krajało, jak trzeba było zapłacić tą kwotę, jak w danym miesiącu wypadały dwa tygodnie jakiś ferii a i jeszcze dziecko się pochorowało i nie poszło). Poza tym znów jak w wyżej – w zachodnich landach często są spore trudności z dostaniem miejsca w przedszkolu, a co dopiero żłobku, na Wschodzie z mojego doświadczenia nie było najmniejszych trudności.
  8. kłopoty z uznaniem wykształcenia, różnice programowe – wiem, że często w szkołach lub na kursach mówią, że dostaniecie certyfikat międzynarodowy, po angielsku, niemiecku czy w jeszcze innym języku i jest zgodny ze standardami czegoś tam w Unii i jest ważny w całej Europie. A guuuuuzik prawda. Niemcy mają swoje zdanie w tym temacie i często mimo kursów twierdzą, że mamy braki w edukacji, różnice programowe, i że i tak musimy przejść ich Ausbildung, aby pracować w danym zawodzie. Papiery z uczelni wyższych na szczęście mają większą moc, ale droga do ich uznania (Anerkennung) także nie jest łatwa i prosta, ale jednak do przejścia. Trzeba tylko przyszykować znowu więcej kaski, bo potrzeba przetłumaczyć dyplomy i indeksy, i to u niemieckiego tłumacza przysięgłego, a co wiemy z podpunktu 5. – takie usługi tanie nie są.
  9. drogie lekarstwa i dentyści – niestety, w porównaniu do polskich cen w aptekach czy cenników u polskich dentystów Niemcy wypadają fatalnie. Fakt, na receptę nie jest tak źle, ale w sytuacji nagłego bólu zęba leki przeciwbólowe mogą wyjść drogo lub mocniejsze mogą być w ogóle niedostępne bez recepty. Podobnie z dentystą – jest podstawowe ubezpieczenie zdrowotne, które pokrywa tylko niektóre zabiegi, a cała estetyka często jest do opłacenia z prywatnej kieszeni. Można jeszcze wykupić rozszerzone ubezpieczenie na usługi dentystyczne, ale nadal do perłowego uśmiechu będzie trzeba dopłacić, jeśli zęby są w złym stanie a my mamy wygórowane wymagania…
  10. jest się daleko od rodziny i przyjaciół, więc jeśli jesteś wrażliwy na dłuższe rozstania, nie lubisz samotności i nie wyobrażasz sobie niedzieli bez obiadku u mamusi/teściowej to może być ciężko. Fakt, gdy już najbliższa rodzina będzie z Tobą to się poprawi, gorzej jak całą rodziną będziecie nadal tęsknić za tym, co zostawiliście w Polsce. Dobrze, gdy umiesz szybko znaleźć sobie znajomych i przyjaciół, wtedy tęsknota traci trochę na mocy, ewentualnie zostają regularne wizyty w ojczyźnie.
  11. kiepskie wędliny, brak niektórych typowo polskich produktów w sklepach – co prawda to prawda – niemieckie wędliny daleko mają się smakowo do polskich, a normalnej kiełbasy zwyczajnej/toruńskiej/podwawelskiej itp. to ze świecą szukać niestety… Raz, że drożej, dwa, że wszystko smakuje jak parówki, trzy że wcale wyboru nie ma 🙁 radzę więc zaopatrzyć się w duży zamrażalnik i raz na jakiś czas przywieźć sobie na zapas z Polski 😉 lub szukać w ruskim lub polskim sklepie w najbliższej okolicy ;P
  12. wysokie podatki i ubezpieczenia – fakt, ale w zamian za wysokie podatki w razie poślizgu można liczyć na jakiś socjal i nie zostanie się na lodzie; a w przypadku ubezpieczenia zdrowotnego można liczyć na fachową, kompetentną opiekę (i wiem co mówię, bo w ciągu ostatnich 5 lat w Niemczech więcej miałam do czynienia ze szpitalami i lekarzami niż przez 10 lat w Polsce).
  13. wysokie koszty utrzymania zwierząt domowych – dam prosty przykład: wizyta psa + lek na zapalenie ucha + kołnierz + ponowna kontrola psa = 80 euro. Wydaje mi się, że to bardzo dużo jak za taką usługę. Choć mogę się mylić, bo straciłam już porównanie do cen usług weterynaryjnych w Polsce, więc poprawcie mnie jeśli jestem w błędzie. Podatek może się za danego psa różnić w zależności od okręgu w którym mieszacie (przeważnie w dużych miastach jest zdecydowanie wyższy), jak i od rasy psa (im mniejszy tym mniejsza opłata). Roczny podatek za psa w moim mieście wynosi 85 euro, za każdego kolejnego +60 euro h(stawka na rok 2021). Najdrożej wychodzą psy należące do ras potencjalnie niebezpiecznych (ok. 500 euro/rok), no i muszą przejść specjalne szkolenia, wtedy też jest możliwość zmniejszenia tego podatku.
  14. nudni Niemcy – przeciętny Niemiec jest nudny jak flaki z olejem. Fakt, że z reguły uśmiechnięty, z daleka się wita, ale jak człowiek chce pogadać, to jakoś tak powtarzają same banały, tematy szybko się kończą. Są bardzo poprawni politycznie i praktycznie z minimalnym poczuciem humoru. Słabo wychodzi im żartowanie, są aż nadto dosłowni i tłumaczą wszystko jak małemu dziecku – od A do Z (to nic, że potrafię nastawić pralkę – w odpowiedzi na pytanie, którego programu najlepiej użyć do bardzo brudnego ubrania roboczego, dostałam wykład jak w ogóle pralka działa, gdzie się wkłada pranie, a gdzie wsypuje proszek, gdzie jest przycisk ON/OFF itd.). Także strzeżcie się 😛

Tyle mi na dzisiaj przyszło do głowy argumentów, niektóre omówiłam dokładniej, inne mniej, ale z pewnością temat naprawdę nie został wyczerpany, tylko liźnięty powierzchownie. W przyszłości rozwinę niektóre tematy w innych postach, więc jak jesteście ciekawi, to zaglądajcie do mnie!

*Wypadki drogowe w 2018 roku, s. 22

Zostaw komentarz:

%d bloggers like this: